LeaderTask – pierwsze wrażenia - Sylwester Oskwarek
Instalacja programu błyskawiczna. Notebook R50e, czyli w dzisiejszych czasach maszyna raczej „przedpotopowa”, spędza na instalacji tego programu jakieś 10-15 sekund (jestem pasjonatem zarządzania czasem, ale nie aż takim, żeby mierzyć wszystko tak dokładnie ;-)).
Niestety zaraz po instalacji (jeszcze przed rozpoczęciem używania) ujawnia się jego pierwsza, dosyć denerwująca w dla polskiego użytkownika wada. Otóż producent tak niefortunnie ustawił skróty klawiszowe, że pisząc literkę „ą”, czyli naciskając kombinację klawiszy „PRAWY ALT + a” lub „CTRL + ALT + A”, automatycznie jestem przenoszony do LeaderTaska (mimo, że tego wcale nie chcę).
Sytuacja ta zmusza mnie do poszukania opcji, która to wyłącza. I tutaj pierwsze, bardzo miłe zaskoczenie. Możliwość zmiany jest dostępna natychmiast po wejściu w menu „Opcje -> Ustwienia”.
Na razie wygląda na to, że producent rozumie, czego użytkownik może potrzebować i stara się mu odpowiedniej opcje podsunąć pod sam nos.
Przy okazji warto od razu wyłączyć (lub zmienić) skrót klawiszowy do dodawania szybkich notatek, bo inaczej pisząc literkę „ń” w dowolnym programie zupełnie nieświadomie dodajemy w LeaderTasku nową notatekę.
Zawsze jestem sceptyczny do nowych programów, które są receptą na „zawalenie zadaniami”, więc naturalna jest u mnie nieufność i doszukiwanie się dziury w całym.
To, co przekonuje mnie, żeby nie odrzucić od razu tego programu, jest coś, co go wyróżnia od Outlooka. Na pierwszy rzut oka podoba mi się, że:
· Po pierwsze – mogę zdefiniować projekty, i dopiero w nich definiować zadania (więc nie trzymam wszystkiego w jednym worku)
· Po drugie – każdy projekt domyślnie ma inny kolor obramowania, więc jest bardzo mało prawdopodobne, że wrzucę zadanie nie do tego projektu, co trzeba. To pomaga pilnować porządku.
· Po trzecie – projekty mogą tworzyć hierarchę. Żeby z projektu zrobić „podprojekt” wystarczy nacisnąć „CTRL+prawa strzałka”
Analogicznie można tworzyć kategorie, podkategorie i oznaczać je różnymi kolorami.
Zaciekawiony tymi opcjami otwieram wreszcie właściwości zadania i widzę, że jest w czym wybierać.
· Mogę zadanie przypisać do kontaktu (czyli do konkretnej osoby). Jeszcze nie wiem, jak się to sprawdza, ale z biegiem czasu to sprawdzę.
· Mogę zadanie przypisać do projektu. Do jednego, albo do nawet do kilku. Trochę mnie to zaskoczyło, bo spodziewałem się, że program będzie tego pilnował i nie pozwoli przypisać jednego zadania do więcej niż jednego projektu, ale jak się głębiej zastanowić, to może to jest dobrze. W sumie może być przecież jedno zadanie, które popycha do przodu kilka projektów. Na przykład zakup nowej profesjonalnej drukarki może być potrzebny zarówno do projektu dla klienta A jak i do projektu dla klienta B.
· Mogę przypisać zadanie do jednej lub więcej kategorii. Ok. To jest już dla mnie całkiem intuicyjne.
· Mogę jeszcze oczywiście ustawić typowe dla innych programów właściwości zadania, czyli:
o Termin realizacji
o Przypomnienie
o Status
· Podoba mi się, że jest zapamiętywana historia zmian w zadaniu (czego zawsze brakowało mi w Outlooku)
· Nie wiem jeszcze, o co chodzi z pustą listą priorytetów. Pewnie muszę je gdzieś zdefiniować.
Na dziś tyle przemyśleń. Dam mu szansę. Zobaczymy, jak się sprawdza na dłuższą metę.
Recenzja napisana przez Sylwestra Oskwarka, autora praktycznego podręcznika: "Zarządzanie Czasem. 9 instrukcji krok po kroku" oraz bloga zarządzanie.czasem.oskwarek.pl









